wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 3 część 1

Rozdział dedykowany przede wszystkim Elci Tyc, którą napisała decydujący komentarz, ale i wszystkim, którzy głosowali.

Z moich ust zdążyło wylecieć tylko:
Tak.- nie spodziewałem się takiej sytuacji, więc  starałem się powiedzieć tonem nieco obojętnym, jednak przejęcie się nieoczekiwanym zdarzeniem zepsuło trochę moją grę aktorską. Miło ze strony Lau... miło? Kogo ja oszukuje. Mam ochotę zrobić zrobić salto w powietrzu, szczegółem jest, że go nie umiem. Przez moją głowę przeleciało na raz tyle myśli, że jestem pod wrażeniem samego siebie. Nie spostrzegłem nawet, kiedy Laura się rozłączyła.
-Ogranicz szczęście- wydarła się Layla, nie zwracałem na nią niesamowicie uwagi.-stary- dodała perfidnie. Stop, z przemyśleniami pokłócę się później teraz czas dorwać kuzyneczkę.
-Masz dziesięć sekund na ucieczkę!- odkrzyknąłem ruszając powoli w stronę kafejki, do której z pewnością dobiegnie.
-Czas minął- powiedziałem tym razem już nieco ciszej. I skierowałem się do Cafe On The Beach. Niestety nie zastałem Lay, ale za to kogoś innego.

Oczami Lau

Super, Ross zgodził się na spotkanie. Chciałabym dać mu osobiście zaproszenie. Ciekawe z kim przyjdzie? Nieważne. Ale czy sala wynajęta, czy jestem umówiona na przymiarkę uszytej specjalnie dla mnie sukni? Zaproszenia rozesłane? Z dnia na dzień coraz bardziej denerwowałam się datą ślubu. Męczyły mnie pytania typu: " A jak będzie padać?" Taaaaa, ze mną jest źle. Szczerze, to nawet nie mam z kim porozmawiać. Chyba, że Vannn? Z resztą ona ma własne życie, ja nie mam żadnego. Przez głowę przechodzi mi myśl, czy może nie zerwać zaręczyn, wyjechań do Sydney i mieć wszystko gdzieś, zacząć wszystko od początku. Skoro podświadomie rozsypuje się na kawałki?! Josh w Londynie, na jakieś kilka miesięcy. Wraca miesiąc przed ceremonią. Cała rodzina w LA. Delly i Riker uczą w szkole tańca, więc czasem wpadają na kawę. Praktycznie całe życie w Nowym Jorku jest kompletną porażką. Josh mnie kocha, ja kocham jego, ale nabieram wątpliwości, co do tego, że powinniśmy być małżeństwem, może tylko przyjaciele? Super, nudzę się aż tak, żeby wątpić w podjętą przeze mnie decyzje. Jakie szczęście, że jutro lecę do LA. Słoneczna California, przyjaciele. Muszę wytrzymać. Podczas rozmów mych myśli ktoś zadzwonił do drzwi. Pobiegłam i otworzyłam.
-Delly jak miło, że to ty.
-Cześć-odpowiedziała.
- Ach, no w sumie hej.

środa, 23 kwietnia 2014

Notka, noteczka itd.

Jestem dobrą blogerką. Chyba popadnę w samo uwielbienie. A tak serio:
Kto czytał rozdział drugi?
Wiecie, ze zależy od was, czy Ross zgodzi się na spotkanie  z Laura?
1- tak
2-nie

Czas start. Czekamy do pięciu głosów.Jeśli do piątku będzie sześć komów napisze i wstawię  dwa rozdziały. Do dzieła.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Urodziny

Dziś swoje urodziny obchodzi Christine, dokładnie 15. Więc składam jej najserdeczniejsze życzenia. Kto się dopisuje?

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 2

Oczami Ross'a

Byłem wraz z Laylą na plaży. Graliśmy któryś już raz z rzędu w kosza, ale nie liczyliśmy punktów, bo brakowało sędziego. Moja kuzynka jak zwykle miała wyborny humor. Zazdrościłem jej tego. Sam chciałbym choć raz poczuć się szczęśliwy, ale fakt, że mój były kumpel całuję się z miłością mego życia od razu sprawia, że jestem do niczego. Bo nawet o własną dziewczynę nie umiałem zawalczyć.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ostrzegawczy krzyk Layli:
- Uważaj! - obróciłem się w porę, żeby oberwać piłką koszykową w twarz.
Zmartwiona kuzynka przybiegła do mnie.
- Nic ci nie jest? - spytała się.
- Oprócz tego, że bardzo boli mnie głowa i będę miał wielkiego siniaka, to nic mi nie jest.- powiedziałem z sarkazmem.
-  Zamuliłeś, więc chciałam cię trochę rozruszać. - wyznała.
Wybuchnęliśmy szczerym śmiechem.
- Znowu myślałeś o Laurze? - jak ona mnie dobrze zna.
- Tak. - odparłem.
- Minęło już tyle czasu...
- Wiem, ale ja nadal ją kocham! - podniosłem głos.
Zapanowała pomiędzy nami chwilowa cisza.
- Idziemy popływać? - zaproponowała i szczerze się uśmiechnęła.
- Daj spokój. -ględziłem. - Pływałem już dzisiaj.
- Co boisz się, że ze mną przegrasz? - zaszantażowała mnie.
- Ty wyzywasz mnie?! - podniosłem dumnie głowę. - Najlepszego pływaka w całym Los Angeles.

Radośnie spędziliśmy czas. Udowodniłem Layli, że nie jest we wszystkim doskonała. Wygrałem bowiem z nią w pływaniu na sto metrów. Pozniej skakaliśmy przez fale, topiliśmy się nawzajem dla żartu w morzu, pograliśmy jeszcze w siatkówkę. Byliśmy w naszej ulubionej restauracji koło plaży. Zamówiliśmy to co zawsze czyli naleśniki z polewą czekoladową, bitą śmietaną i kawałkami owoców oraz koktajle owocowe. Na końcu poszliśmy podziwiać przepiękny zachód słońca. Piasek łaskotał nam stopy, a wiatr momentami pchał nas do morza.
- Fajnie dzisiaj było. Powtórzymy to kiedyś? - spytała się z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jasne. - odpowiedziałem.
P
Po chwili usłyszeliśmy dzwonek mojej komórki. Popatrzyłem na ekran. Znowu nieznany numer. Drugi raz w ciągu dnia to przegięcie.
- Słucham. - zacząłem.
- Cześć Ross. Z tej strony Laura. Chciałbyś może jutro ze mną się spotkać? - zatkało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć...

środa, 9 kwietnia 2014

Notka

Yyyyyyyyyyyyyyyyyhhh blog ma kilka dni, a już ponad 100 wyświetleń. Naprawdę nam miło, że ktoś czyta. Zapewne zagłębiliście się w pierwszy rozdział, next dopiero po świętach. Ostatnio mam coraz mniej czasu, kilka blogów na głowie. Tak jak Christine. W sobotę świętujemy tydzień od działalności bloga. Z tej okazji zamieramy zrobić kilka kolaży i dedyków. Kto chętny może śmiało wpisać w komentarzu ja.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 1



Oczami Rossa

10 godzina na planie. W tym sceny z serwowaniem, pływaniem, deszczem. Cały czas mokry. Nie mówiąc o momentach ze strzałami i krwią. Wszystko po to, by być perfekcyjnym w nowej roli. Jestem tajnym agentem, przynajmniej na planie. Na szczęście już jestem w samochodzie. Mijam oświetlone słońcem uliczki Los Angeles. Widać ocean. Tak pięknie to wygląda. Czasem się zastanawiam, jakie mam niewyobrażalne szczęście będąc tu. Zawsze myślałem o tym, jak o największym śnie. Zespół? Skupiliśmy się nad płytą, na razie nie koncertujemy. Brak czasu. Riker i Delly coraz częściej latają do NYC, do prestiżowej szkoły tańca uczyć. Skoro przechodzę powoli do Nowego Yorku, wędruje powoli do tematu Laury. Strasznie mi jej brakuje. Gdyby nie pojawienie się Josha. Byłaby tu, roześmiana, delikatnie narzekająca na pracę. Jednocześnie chwaląc widok. Ona zawsze wpatrywała się w ocean, jakby czytała zachwycającą książkę. Chyba z niego czytała? Pamiętam te sytuacje, kiedy jadąc na randkę skręciliśmy w złą drużkę. Musieliśmy nocować pod gwiazdami. Nauczyła mnie wzniecić ogień dwoma patykami. Oddałem jej bluzę, całą noc pilnowałem, żeby nic złego się jej nie stało. Tak to bywa kiedy samochodem wjedzie się do stawu, o którym w ogóle nie ma się pojęcia. Moje rozmyślenia przerwał niespodziewany telefon i jakże dekoncentrujące czerwone światło. Wyświetlił się nieznany numer? Spoko.
- Tak?- spytałem podnosząc smartphone do ucha.
-Witam. To ja, Josh. Obecny adres zamieszkania?
- W sumie jeden dom w przód. Własna, dwa razy większa willa. Po co ci ta informacja?
-Odpowiem pytaniem, na pytanie. A Lau ładnie w bieli?- nie mogłem. Musiałem się wyłączyć. Jedyna kobieta, dla której zrobiłbym wszystko wychodzi za mojego dawnego najlepszego kumpla. To niesamowite, momentalnie przypomina mi się opowieść Layli.

Właśnie wracała z imprezy razem z Nessią, jej koleżanką. Przyjaciółka Lay widząc bezdomnego zaczęła się drzeć:
-Patrz mój ziomek idzie!!!
-Ten bezdomny?- spytała zdezorientowana Lala.
-A co ma być zdomny?- te słowa mówiły same za siebie. Lala Marsey rozsądna, mądra, z poczuciem humoru, zawsze umiała podtrzymać na duchu, była szczera. Swoją drogą ciekawe co u niej? To zdecydowanie, byłam, przepraszam jest moja najlepsza kuzynka. Zawsze ze mną wygrywała. We wszystko. Może ma ochotę na kosza? Pamiętam jak uczyłem ja tańczyć, śpiewać. Opowiadała mi o swoim życiu i przeżyciach. Razem komponowaliśmy, pisaliśmy. Jestem pod wrażeniem jej talentu. Potrafiła ze zwykłych słów ułożyć sztukę. Jej wiersze i wszystkie inne teksty zwalały ludzi z nóg. Kochała Queen i Dr. House. Pamiętam jej pierwszy występ. Miała dwa lata. Na poczekaniu napisała piosenkę i zaśpiewała przed publicznością liczącą około 1000 osób. Widać, ze nasza cała rodzina jest związana z muzyką. Nie jedno dziecko w tym wieku nie umie mówić, a ona napisała i zaśpiewała. Była i jest niesamowita. Strasznie przypomina mi Laurę. A wiec dzwonię.
-Cześć. To ja, Ross.- rzuciłem.
- Hej. Może będziesz myśleć, że zwariowałam, ale wciąż mam cię zapisanego w kontaktach. Kosz?
-Tak. Za pół godziny? I tak nie jem obiadu.
-Wiedziałam. Pasuje mi. Stary, jedzenie to podstawa.
-A ugotujesz mi coś?
-Hmmm grzybową ze słoika? Tak jak dwanaście lat temu?
-Lepiej nie. Do dziś mam uraz do grzybów- znów wybuchliśmy ogromnym śmiechem.
- Boisko przy plaży Malibu?
-Tak. Narka.
-Pa.

C.D.N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zaczynamy:
Rozdział w całości pisany przeze mnie. Taki prezent dla osób, które mają urodziny w kwietniu.  Przypominam o chętnym przyjęciu osób do bohaterów. Layla jest postacią pisana pode mnie. To chyba tyle. W razie kiedy będzie się coś działo lub będę wiedziała kiedy next napiszę. Super, pa pa

Noteczka

Z pewnością za niedługo przywita się z wami Christine. Jednak nie do końca wiemy kiedy tak naprawdę będą dodawane i pisane rozdziały. Dwa mam już gotowe. Nie będzie prologu. Postanowiłyśmy od razu dodać pierwszy rozdział. Zanim cokolwiek zacznę chciałam poinformować, iż w związku z zastanawianiem się nad bohaterami, przyjmiemy kilka postaci. Jeśli ktoś chce zostać umieszczony w opowiadaniu pisze w komentarzu, jak chce się nazywać oraz podaje swój opis.
Teraz nasze blogi:
Blog Christine
Mój blog (blog Weroniki)

sobota, 5 kwietnia 2014

Witam

Witam!!! To ja, Weronika. Mam zamiar prowadzić tego bloga razem z Christine Izzy. Zaczniemy dodawać rozdziały dopiero w maju. Mam nadzieje, że polubicie naszą historie. Z góry dziękuje za odwiedziny i komentarze. Już dziś możecie zgłaszać pomysły i one-shoty, które z pewnością wykorzystamy i opublikujemy. To chyba na tyle, więc:
DO NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU