Rozdział dedykowany przede wszystkim Elci Tyc, którą napisała decydujący komentarz, ale i wszystkim, którzy głosowali.
Z moich ust zdążyło wylecieć tylko:
Tak.- nie spodziewałem się takiej sytuacji, więc starałem się powiedzieć tonem nieco obojętnym, jednak przejęcie się nieoczekiwanym zdarzeniem zepsuło trochę moją grę aktorską. Miło ze strony Lau... miło? Kogo ja oszukuje. Mam ochotę zrobić zrobić salto w powietrzu, szczegółem jest, że go nie umiem. Przez moją głowę przeleciało na raz tyle myśli, że jestem pod wrażeniem samego siebie. Nie spostrzegłem nawet, kiedy Laura się rozłączyła.
-Ogranicz szczęście- wydarła się Layla, nie zwracałem na nią niesamowicie uwagi.-stary- dodała perfidnie. Stop, z przemyśleniami pokłócę się później teraz czas dorwać kuzyneczkę.
-Masz dziesięć sekund na ucieczkę!- odkrzyknąłem ruszając powoli w stronę kafejki, do której z pewnością dobiegnie.
-Czas minął- powiedziałem tym razem już nieco ciszej. I skierowałem się do Cafe On The Beach. Niestety nie zastałem Lay, ale za to kogoś innego.
Oczami Lau
Super, Ross zgodził się na spotkanie. Chciałabym dać mu osobiście zaproszenie. Ciekawe z kim przyjdzie? Nieważne. Ale czy sala wynajęta, czy jestem umówiona na przymiarkę uszytej specjalnie dla mnie sukni? Zaproszenia rozesłane? Z dnia na dzień coraz bardziej denerwowałam się datą ślubu. Męczyły mnie pytania typu: " A jak będzie padać?" Taaaaa, ze mną jest źle. Szczerze, to nawet nie mam z kim porozmawiać. Chyba, że Vannn? Z resztą ona ma własne życie, ja nie mam żadnego. Przez głowę przechodzi mi myśl, czy może nie zerwać zaręczyn, wyjechań do Sydney i mieć wszystko gdzieś, zacząć wszystko od początku. Skoro podświadomie rozsypuje się na kawałki?! Josh w Londynie, na jakieś kilka miesięcy. Wraca miesiąc przed ceremonią. Cała rodzina w LA. Delly i Riker uczą w szkole tańca, więc czasem wpadają na kawę. Praktycznie całe życie w Nowym Jorku jest kompletną porażką. Josh mnie kocha, ja kocham jego, ale nabieram wątpliwości, co do tego, że powinniśmy być małżeństwem, może tylko przyjaciele? Super, nudzę się aż tak, żeby wątpić w podjętą przeze mnie decyzje. Jakie szczęście, że jutro lecę do LA. Słoneczna California, przyjaciele. Muszę wytrzymać. Podczas rozmów mych myśli ktoś zadzwonił do drzwi. Pobiegłam i otworzyłam.
-Delly jak miło, że to ty.
-Cześć-odpowiedziała.
- Ach, no w sumie hej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz jest ogromną motywacją, za którą z góry dziękujemy ;-)