niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 1



Oczami Rossa

10 godzina na planie. W tym sceny z serwowaniem, pływaniem, deszczem. Cały czas mokry. Nie mówiąc o momentach ze strzałami i krwią. Wszystko po to, by być perfekcyjnym w nowej roli. Jestem tajnym agentem, przynajmniej na planie. Na szczęście już jestem w samochodzie. Mijam oświetlone słońcem uliczki Los Angeles. Widać ocean. Tak pięknie to wygląda. Czasem się zastanawiam, jakie mam niewyobrażalne szczęście będąc tu. Zawsze myślałem o tym, jak o największym śnie. Zespół? Skupiliśmy się nad płytą, na razie nie koncertujemy. Brak czasu. Riker i Delly coraz częściej latają do NYC, do prestiżowej szkoły tańca uczyć. Skoro przechodzę powoli do Nowego Yorku, wędruje powoli do tematu Laury. Strasznie mi jej brakuje. Gdyby nie pojawienie się Josha. Byłaby tu, roześmiana, delikatnie narzekająca na pracę. Jednocześnie chwaląc widok. Ona zawsze wpatrywała się w ocean, jakby czytała zachwycającą książkę. Chyba z niego czytała? Pamiętam te sytuacje, kiedy jadąc na randkę skręciliśmy w złą drużkę. Musieliśmy nocować pod gwiazdami. Nauczyła mnie wzniecić ogień dwoma patykami. Oddałem jej bluzę, całą noc pilnowałem, żeby nic złego się jej nie stało. Tak to bywa kiedy samochodem wjedzie się do stawu, o którym w ogóle nie ma się pojęcia. Moje rozmyślenia przerwał niespodziewany telefon i jakże dekoncentrujące czerwone światło. Wyświetlił się nieznany numer? Spoko.
- Tak?- spytałem podnosząc smartphone do ucha.
-Witam. To ja, Josh. Obecny adres zamieszkania?
- W sumie jeden dom w przód. Własna, dwa razy większa willa. Po co ci ta informacja?
-Odpowiem pytaniem, na pytanie. A Lau ładnie w bieli?- nie mogłem. Musiałem się wyłączyć. Jedyna kobieta, dla której zrobiłbym wszystko wychodzi za mojego dawnego najlepszego kumpla. To niesamowite, momentalnie przypomina mi się opowieść Layli.

Właśnie wracała z imprezy razem z Nessią, jej koleżanką. Przyjaciółka Lay widząc bezdomnego zaczęła się drzeć:
-Patrz mój ziomek idzie!!!
-Ten bezdomny?- spytała zdezorientowana Lala.
-A co ma być zdomny?- te słowa mówiły same za siebie. Lala Marsey rozsądna, mądra, z poczuciem humoru, zawsze umiała podtrzymać na duchu, była szczera. Swoją drogą ciekawe co u niej? To zdecydowanie, byłam, przepraszam jest moja najlepsza kuzynka. Zawsze ze mną wygrywała. We wszystko. Może ma ochotę na kosza? Pamiętam jak uczyłem ja tańczyć, śpiewać. Opowiadała mi o swoim życiu i przeżyciach. Razem komponowaliśmy, pisaliśmy. Jestem pod wrażeniem jej talentu. Potrafiła ze zwykłych słów ułożyć sztukę. Jej wiersze i wszystkie inne teksty zwalały ludzi z nóg. Kochała Queen i Dr. House. Pamiętam jej pierwszy występ. Miała dwa lata. Na poczekaniu napisała piosenkę i zaśpiewała przed publicznością liczącą około 1000 osób. Widać, ze nasza cała rodzina jest związana z muzyką. Nie jedno dziecko w tym wieku nie umie mówić, a ona napisała i zaśpiewała. Była i jest niesamowita. Strasznie przypomina mi Laurę. A wiec dzwonię.
-Cześć. To ja, Ross.- rzuciłem.
- Hej. Może będziesz myśleć, że zwariowałam, ale wciąż mam cię zapisanego w kontaktach. Kosz?
-Tak. Za pół godziny? I tak nie jem obiadu.
-Wiedziałam. Pasuje mi. Stary, jedzenie to podstawa.
-A ugotujesz mi coś?
-Hmmm grzybową ze słoika? Tak jak dwanaście lat temu?
-Lepiej nie. Do dziś mam uraz do grzybów- znów wybuchliśmy ogromnym śmiechem.
- Boisko przy plaży Malibu?
-Tak. Narka.
-Pa.

C.D.N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zaczynamy:
Rozdział w całości pisany przeze mnie. Taki prezent dla osób, które mają urodziny w kwietniu.  Przypominam o chętnym przyjęciu osób do bohaterów. Layla jest postacią pisana pode mnie. To chyba tyle. W razie kiedy będzie się coś działo lub będę wiedziała kiedy next napiszę. Super, pa pa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest ogromną motywacją, za którą z góry dziękujemy ;-)