-Nawet nie wiesz jak się cieszę- powiedziałam do starej przyjaciółki.
-Odwiedzam Cię ja, nie Mikołaj w Święta.- wydukała Rydel przytulając się do mnie. Cieszyłam się niesamowicie, że mnie odwiedziła. Brakowało mi jej towarzystwa.Teraz myślę, że może lepiej byłoby wrócić do szczenięcych lat. Chociaż miałabym poczucie, iż wszystko co robię pozostaje beztroskie.
-I co tam?-spytała Delly.
-Nic ciekawego. Za 6 godzin mam samolot.
-Dokąd lecisz?- Rydel zrobiła zdecydowanie zdziwioną mine.
-Do domu.- odpowiedziałam z ogromnym uśmiechem. Możliwe, że przypominałam banana. Haha.
-Które miejsce?- zapytała moja przyjaciółka. Jej uśmiech wyglądał jeszcze zabawniej.
-A47- powiedziałam kładąc na stoliku filiżanki z herbatą.
-Siedzę przed tobą! Haha!- Delly wydarła się na cały dom.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, ale Rydel musiała się zwinąć. Wkońcu za kilka godzin leci do LA. Heh, ja też. Kiedy już zrobiłam sobie stosowny makijaż, ubrałam się i przygotowałam walizki, miałam całe 20 minut dla siebie. Podeszłam do pianina i już miałam zagrać jakąś melodię, kiedy rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Nieznany numer.
Ja:Halo?
R: Dzień dobry! Czy tu pani Laura Marano?
J: Tak, słucham- po chwili zorientowałam się z kim mam przyjemność rozmawiać. Był to sam producent mojego ulubionego serialu sprzed kilku lat. Była w nim ciekawa muzyka, interesujące wątki. Heh. To Austin i Ally. Ulubiony ze względu, iż znam każdą jego tajemnice. Skoro w nim grałam, wiedziałam o nim zaskakująco dużo.
-Przepraszam serdecznie, ale zadzwonie później. - nie zdążyłam odłożyć telefonu, gdy rozbrzmiał ponownie dzwonek.
Josh:Hej, skarbie.
Ja:Cześć.
Jo:I co tam? Przygotowana?
J: Spakowana i gotowa!- odpowiedziałam z uśmiechem.
Jo: Muszę kończyć. Ale oddzwonie do ciebie, kiedy już będziesz w LA
-----------
Przepraszam wszystkich za niezwykle długą nieobecność! Prawie 4 miesiące byłam nieobecna!!! I dziękuję serdecznie wszystkim, którzy czekali na rozdział! Przede wszystkim Tulii Marano, która czekała! Ale i wszystkim innym!!!